Kiedyś po prostu pochłaniałem anime w ilościach kosmicznych

Ale niestety to się zmieniło.
Uwielbiałem Bleacha, tylko po obejrzeniu nie wiem już ilu setnego odcinka powiedziałem dość. Doszedłem do wniosku że dobre anime powinno się zamknąć w małej ilości odcinków, bo pozwala to lepiej trzymać napięcie czy choćby klimat. A jeżeli główny bohater i jego dwudziestu nowo poznanych kumpli ratuje świat przed Jeszcze Większym Zagrożeniem Niż Ostatnio, po raz 27-my, to jak dla mnie sorry - dziękuje

. Oczywiście to moja opinia i jak wiadomo każdy ma święte prawo się z tym nie zgodzić. A nawiasem mówiąc ciągle lubię początkowe epizody Bleacha, a odniosłem się do tego anime po prostu jako do przykładu ogólnie pojętych "tasiemców".
Aktualnie śledzę i celuje raczej w niszowe produkcje, a moim faworytem jest "Gilgamesh", bardzo mroczne, psychologiczne anime w apokaliptycznym świecie, które bezbłędnie trafia w mój gust.
PS. Lista tego co obejrzałem i spodobało mi się na tyle że został po tym jakiś ślad w mojej pamięci:
*Death Note
*Samurai Champloo
*Neon Genesis Evangelion
na chwilę obecną tylko to mi dzwoni w głowie, jakby mi się coś wartościowego przypomniało to dopisze.