|
Dla mieszkańców Tristram dzień zawsze pozostawał naturalną porą aktywności, zaś noc naturalną porą odpoczynku. Mrok był zawsze zimny, ciemny, zły, groźny, pełny niebezpieczeństw, wschód słońca oznaczał natomiast kolejne zwycięstwo w walce o przetrwanie, nowy dzień, kontynuacje egzystencji. Światło słoneczne niesie jasność i ciepło, promienie słońca niosą zagładę wrogim monstrom. Wampir rozpada się w popiół, troll ulega petryfikacji, wilkołak odwilkołacza się, goblin umyka, zasłaniając oczy. Nocne drapieżniki wracają na swe leże, przestają zagrażać. Aż do zachodu słońca świat należał do nich. Tego popołudnia dzień był wyjątkowo gorący. Skwar, jaki prażył z nieba, uśpił czujność mieszkańców. Nie wracali oni do swoich domów dla bezpieczeństwa, nie barykadowali ich jak to mieli w zwyczaju o tej porze dnia. Nawet tak ostrożni ludzie jak Cain i Pepin zapomnieli o swym obowiązku, naprawiając w tym czasie starą fontannę. Oprzytomniał ich krzyk starej Adrii wołającej "ratunku". Demony obezwładniły starkę przy jej dobytku, na skraju lasu gdzie obozowała. Wtem wyłonił się rycerz w zbroi i rozgromił wszystkie potwory jednym ciosem miecza! "Ratuuujta" zawołali chórem Tristramdrianie kierując spojrzenia na biegnące w ich stronę nowo przybyłe bestie. Zobaczyli, że na widok rycerza, potwory uciekają z podkulonymi ogonami. "Dzięki Przybyszu za ocalenie" padło z ust najstarszego wiekiem Caina. "Ten potężny olbrzym to Friday, ja go znam" usłyszeli mieszkańcy z przeciwnego kierunku, gdzie kowal Griswalt pociesznie podążał z piwem, w stronę rycerza. CDN....
|